AZS UMCS - wyniki ligowe
Październik
16
2017

AZS UMCS - wyniki ligowe

Za nami zmagania zespołów ligowych AZS UMCS Lublin. Podczas ostatniego tygodnia u siebie grała Pszczółka Polski-Cukier AZS UMCS Lublin oraz koszykarze, futsaliści, szczypiornistki i siatkarki. Natomiast na wyjeździe rywalizowali piłkarze ręczni. 

 

U siebie grały: 

Koszykarki

W meczu czwartej kolejki rozgrywek Basket Ligi Kobiet, Pszczółka Polski-Cukier AZS UMCS Lublin pokonała we własnej hali InvestInTheWest AZS AJP Gorzów Wielkopolski 68-58. Dla podopiecznych trenera Wojciecha Szawarskiego to pierwsze domowe zwycięstwo w obecnych rozgrywkach, a trzecie w czwartym pojedynku ligowym. Najlepiej puktującą zawodniczką była Feyonda Fitzgerald (29).

Na pierwsze punkty w spotkaniu kibice musieli czekać dwie minuty. Jako pierwsza trafiła Carolyn Swords. Przy rzucie “za dwa” była faulowana przez Uju Ugokę, więc podeszła jeszcze do rzutu osobistego, który zamieniła na kolejne oczko. Gorzowianki wyszły na prowadzenie 0-3. Punkty dla zespołu gości zdobyła także Paulina Misiek i przyjezdne miały na starcie korzystną zaliczkę. Przełamanie Pszczółkom przyniosła Feyonda Fitzgerald z akcji “2+1”. Lublinianki wyszły wkrótce na prowadzenie 8-5, a podopiecznym Dariusza Maciejewskiego przytrafiła się strzelecka niemoc. Trener gości poprosił o przerwę. Po niej jednak jego zawodniczki nadal długo nie mogły zapunktować. Tymczasem Pszczółka po trafieniu “za trzy” Dajany Butuliji wygrywała 12-5. Na dwie minuty przed ostatnią syreną Swords zmniejszyła stratę, skutecznie rzucając za dwa punkty. Ostatecznie ta kwarta zakończyła się wynikiem 12-9. Swoje trafienie dołożyła Francisca Donders.

Kolejna odsłona rozpoczęła się od mocnego uderzenia gospodyń, które powiększyły przewagę do siedmiu oczek. Koszykarki InvestInTheWest zdołały jednak szybko zareagować i zmniejszyły różnicę do trzech oczek po trafieniu Swords (16-13). Szkoleniowiec lublinianek poprosił o czas na żądanie. Po nim kolejny raz to gorzowianki zdobyły punkty, ale odpowiedź Pszczółek była błyskawiczna. Skutecznością popisała się Martyna Cebulska, która trzykrotnie trafiła “za dwa”. Na dwie minuty przed końcem połowy na tablicy wyników widniał rezultat 24-18. Brakowało skuteczności w ekipie gości. Dwóch wolnych nie wykorzystała Swords. Z drugiej strony trafiła Dominika Poleszak. Po punktach Donders i Pauliny Misiek w końcówce zrobiło się 26-22 i z takim prowadzeniem Pszczółki zeszły do szatni.

Trzecia kwarta rozpoczęła się od trafienia Misiek. Podopieczne trenera Wojciecha Szawarskiego szybko jednak zdobyły cztery oczka. Gra była dosyć wyrównana i lublinianki cały czas utrzymywały zaliczkę wypracowaną we wcześniejszych odsłonach. Na pięć minut przed zakończeniem tej części spotkania wygrywały 36-31. Po “trójce” Fitzgerald, przy wyniku 41-33 trener Gorzowa poprosił o przerwę. Po niej jednak to gospodynie dołożyły trzy oczka po rzucie Kateryny Dorogobuzowej. Straty zmniejszyła Spencer (44-36). Dwie minuty przed ostatnią syreną w trzeciej kwarcie lublinianki prowadziły dziesięcioma oczkami po rzucie Uju Ugoki. Obraz gry się nie zmienił i przed decydującymi dziesięcioma minutami Pszczółki wygrywały 51-39.

Wydawało się, że w czwartej kwarcie ciężko będzie gorzowiankom odrobić straty przy dobrze grającej tego wieczora Pszczółce. Przyjezdne ambitnie walczyły licząc, że jednak jest to możliwe. Niecałe siedem minut przed końcem spotkania przewaga gospodyń wynosiła już czternaście punktów (57-43). Trener gości poprosił o przerwę. Czas biegł i nic nie wskazywało, aby cokolwiek w tym spotkaniu miało nas jeszcze zaskoczyć. Na dwie minuty przed ostatnią syreną zrobiło się jednak 61-56. Zapowiadały się nieoczekiwane jeszcze chwilę wcześniej emocje. Skuteczne w rzutach z dystansu gorzowianki wyczuły szansę na odrobienie strat. Dwa punkty po trafieniach z rzutów osobistych dołożyła Donders i trener Szawarski przy stanie 61-58 poprosił o czas. Po wznowieniu gry trafienie Fitzgerald “za dwa” uspokoiło sytuację w zespole z Lublina. Przyjezdne nie zdołały już rzucić do kosza Pszczółek. Końcowy wynik “trójką” ustaliła Butulija. Spotkanie zakończyło się rezultatem 68-58.

- Wiedzieliśmy, że to będzie bardzo ciężkie spotkanie i takie było. Mieliśmy jakiś plan i dziewczyny dobrze go realizowały. Jestem bardzo zadowolony z tego, że były skoncentrowane - może nie cały mecz, ale generalnie założenia, które były powiedziane wykonywały. Gratuluję moim dziewczynom oraz dziękuję za walkę i za to, że walczyły do samego końca. Oczywiście będziemy analizować ten mecz, bo daliśmy rywalkom niepotrzebnie wrócić w końcówce. Jeśli chodzi o straty, mógłbym powiedzieć to samo, co trener gości. Też mieliśmy bardzo dużo głupich strat w drugiej połowie, po których traciliśmy punkty. Było dużo piłek niczyich, które padły łupem Gorzowa, a to były nasze piłki. Generalnie jestem zadowolony z dziewczyn i cieszymy się, bo to był dla nas bardzo ważny mecz. Pierwsza wygrana u siebie. Dziękujemy kibicom, że przyszli. Próbowaliśmy im się za to odwdzięczyć i wygrywając to się udało - komentuje trener Pszczółki Polski-Cukier AZS UMCS Lublin, Wojciech Szawarski.

W następnej kolejce Pszczółka Polski-Cukier AZS UMCS Lublin podejmie w hali MOSiR w Lublinie KS JAS-FBG Zagłębie Sosnowiec. Początek stracia w sobotę (21 października) o godzinie 18:00.

---

Koszykarze

W meczu czwartej kolejki rozgrywek 2. Ligi Koszykówki Mężczyzn (Grupa B), AZS UMCS Lublin pokonał we własnej hali KKS Tur Basket Bielsk Podlaski 80-60. W tym sezonie w hali MOSiR nasza drużyna jeszcze nie straciła punktów.

Spotkanie rozpoczęło się od trafienia Jana Sobiecha “za dwa” (AZS UMCS Lublin). Goście dotrzymywali wyniku tylko w początkowej fazie kwarty. Już w czwartej minucie gry AZS prowadził 9-4, po rzucie Michała Marciniaka. Niedługo później po wsadzie Mateusza Wiśniewskiego prowadziliśmy 13-4. Gościom nieco udało zmniejszyć się stratę i po końcowej syrenie pierwszej kwarty opuszczali boisko przegrywając 21-15.

Kolejna odsłona przywitała nas rzutami wolnymi dla gospodarzy. Najpierw dwa wykorzystał Piotr Jagoda, kolejne dwa na punkty zamienił Bartosz Muda. Gospodarze starali się systematycznie powiększać swoją przewagę, co dobrze im wychodziło. Po trafieniu Adama Myśliwca na pięć minut przed końcem drugiej części Lublin wygrywał 35-21. Tur nie zdołał zbliżyć się do AZS-u i po połowie meczu przegrywał 46-30.

Trzecie dziesięć minut toczyło się bardzo wyrównanie. Trwała wymiana punkt za punkt. Oczywiście taki scenariusz był lepszy dla podopiecznych Przemysława Łuszczewskiego, którzy przed ostatnią partią prowadzili piętnastoma oczkami (61-46).

W niej lepiej zaczęli goście, którzy zdobyli sześć punktów z rzędu. Gospodarze na punkty musieli czekać prawie aż trzy minuty. Trafił Patryk Wydra. AZS spokojnie dalej grał swoją koszykówkę, mając świadomość, że ma na swoim koncie sporą zaliczkę. Ostatnie punkty w meczu na minutę przed końcem zdobył Sobiech skutecznym rzutem “za dwa”, który ustalił wynik meczu na 80-60.

- Myślę, że w ataku gralismy zbyt nerwowo. Było dużo akcji niezorganizowanych, co mi się bardzo nie podoba. Obrona była dobra, założenia przedmeczowe zostały zrealizowane. Zatrzymaliśmy przeciwnika na sześćdziesięciu puktach. Nie podoba mi się jednak styl naszej gry. Oczywiście to jest nowy zespół, mamy nowych, młodych graczy, którzy muszą się jeszcze dostosować, jak z resztą pozostali zawodnicy. Były pojedyncze zagrania, które ożywiły trochę publiczność, ale musimy jeszcze konsekwentniej grać i realizować nasze założenia taktyczne w ataku - powiedział po spotkaniu trener AZS-u, Przemysława Łuszczewski.

W kolejnym meczu AZS UMCS Lublin zmierzy się w meczu derbowym ze Startem II Lublin w hali Globus. Początek spotkania w środę (18 października) o godzinie 20:00.

---

Futsaliści

Futsaliści KU AZS UMCS Lublin pokonali przed własną publicznością FC Remedium Hybryd Novitech Pyskowice w meczu czwartej kolejki rozgrywek 1. Ligi Futsalu Mężczyzn. Zwycięstwo może cieszyć tym bardziej, że “Dziki” zagrały po raz pierwszy w sezonie na zero z tyłu.

Spotkanie dla obu ekip miało być okazją do polepszenia swoich statystyk ligowych. Lublinianie przed tą kolejką pozostawali bez punktów. Ich sobotni rywale mieli na swoim koncie zaledwie jedno oczko.

Od początku spotkania widać było, że nikt tanio skóry nie sprzeda. Drużyny ambitnie walczyły o każdą piłkę. Prowadzenie gospodarzom w dziewiątej minucie meczu dał Jarosław Walęciuk. Po nim bramce gości zagrozili Mateusz Szafrański i Grzegorz Fularski, jednak wynik pozostawał bez zmian. Na 2-0 w osiemnastej minucie gry po raz kolejny trafił Walęciuk. Na przerwę futsaliści z Lublina schodzili z dwubramkową zaliczką.

Po zmianie stron swoje okazje mieli goście. Ofiarna walka w obronie i trochę szczęścia sprawiło, że za każdym razem gospodarze wychodzili cało z opresji. Piłka nie chciała wpaść do bramki AZS-u. W końcówce “Dziki” mogły powiększyć wynik, ale żaden z dwóch przedłużonych rzutów karnych nie został zamieniony na gola przez naszych zawodników.

- Jestem zadowolony z gry moich zawodników w dzisiejszym meczu. Przede wszystkim z takiego podejścia wolicjonalnego zawodników, bo było widać, że wszystkim bardzo zależy zwycięstwie. Postawili przeciwnikowi wysoko zawieszoną poprzeczkę. Byli bardzo skoncentrowani, poza tym fragmentem w drugiej części meczu, gdy przeciwnik uderzył w słupek. W zasadzie kontrolowaliśmy spotkanie zagraliśmy tak, jak sobie założyliśmy. Wygrana daje nam tydzień spokojnej pracy. Wiadomo, że ten mecz nie odwróci nagle wszystkiego, ale daje troszeczkę dystansu do tego wszystkiego i pozwala pracować spokojnie pracować - mówi po meczu trener Artur Gadzicki.

Kolejny mecz ligowy w sobotę (21 października). W Rzeszowie o godzinie 18:00 ich przeciwnikiem będzie tamtejszy Heiro.

---

Piłkarki ręczne

W meczu trzeciej kolejki rozgrywek 1. Ligi Piłki Ręcznej Kobiet, MKS AZS UMCS Lublin uległ we własnej hali drużynie AZS-AWF Warszawa 19-23. Najwięcej bramek w całym spotkaniu zdobyła Jagoda Lasek (6). Warszawianki wygrywając w Lublinie zanotowały już trzecią wygraną w obecnym sezonie. Gospodynie natomiast mają trzy punkty w tabeli po zwycięstwie w inauguracyjnej serii gier z KS Otmęt Krapkowice.

Początek spotkania lepiej układał się dla akademiczek ze stolicy. Wynik pojedynku skutecznym rzutem otworzyła Patrycja Kozak (AZS-AWF Warszawa) - jeszcze w ubiegłym roku występująca w zespole z Lublina. Wyrównała Magdalena Markowicz (1-1). Kolejne minuty meczu przebiegały już pod dyktando przyjezdnych. W szóstej minucie po golu Kozak, drużyna prowadzona przez Pawła Kapuścińskiego wygrywała już 1-4. Przed kolejną stratą bramkową uchroniła nasz zespół Katarzyna Gruszecka, która odnotowała udaną interwencję. Trzybramkowa przewaga wypracowana w pierwszej części pojedynku utrzymywała się do osiemnastej minuty spotkania. Impulsem do odrabiania strat była efektowna obrona Moniki Nóżki w szesnastej minucie meczu (gra w osłabieniu MKS-u). Po niej podopiecznym trenera Patryka Maliszewskiego udało się złapać kontakt z przeciwniczkami. Olga Figiel doprowadziła do stanu 8-9. Wydawało się, że powoli nasza drużyna wraca do gry. Szybko jednak AWF po raz kolejny odskoczył. Na dwie minuty przed ostatnią syreną w pierwszej połowie, na tablicy wyników widniał rezultat 9-14, po golu Kozak. Ostatecznie na przerwę zespół gości schodził z parkietu prowadząc 10-15. Obie drużyny grały bardzo agresywnie, czego potwierdzeniem były liczne wykluczenia zarówno w szeregach MKS-u (3) jak i warszawianek (5).

Po wyjściu z szatni, początkowo żadna z ekip nie mogła powiększyć swojego dorobku bramkowego. Pierwszy gol padł dopiero po czterech minutach gry. Podobnie jak to miało miejsce nieco ponad trzydzieści minut wcześniej, ponownie wynik otworzyła Kozak (AZS-AWF Warszawa) - tym razem po rzucie karnym podyktowanym za faul Weroniki Zarzyckiej, która za to przewinienie została ukarana czerwoną kartką. Skutecznie odpowiedziała Jagoda Lasek. Po trafieniu Katarzyny Pożogi (AZS-AWF Warszawa) zespół gości prowadził już 11-18. Lublinianki wzięły się za odrabianie strat. Kilka skutecznych akcji w obronie i szczypiornistki z Lubelszczyzny zbliżyły się na różnicę dwóch goli (16-18). Wydawało się, że nasze zawodniczki pójdą za ciosem, jednak stało się inaczej. Widać było dużą nerwowość w poczynaniach MKS-u. W oczy rzucała się też spora nieskuteczność, co skrupulatnie wykorzystała drużyna gości. Na niewiele się zdały dobre interwencje Nóżki. Spotkanie zakończyło się wynikiem 19-23. Derby AZS-u dla Warszawy.

- Myślę, że zasłużenie Warszawa nas dzisiaj pokonała. Przede wszystkim zabrakło skuteczności. To była nasza bolączka. Próbowaliśmy zagrać różnymi wariantami w obronie, zaskoczyć przeciwnika i momentami nam się to udawało. Zawodziła jednak skuteczność. Widać było nerwowość w naszym zespole, chęć zwycięstwa za wszelką cenę. W przerwie meczu w szatni sobie powiedzieliśmy, żebyśmy spróbowali grać trochę spokojniej, zostawić emocje i wyjść z chłodnymi głowami. Tak się niestety nie stało. Stąd taki wynik, jaki jest - podsumowuje trener Patryk Maliszewski.

- Jest niedosyt po tym spotkaniu. Derby akademickie rządzą się swoimi prawami i my bardzo chciałyśmy ten mecz wygrać. Myślę jednak, że to był mecz pomyłek, ale z naszej strony. Słaba skuteczność, dużo błędów technicznych - to zaważyło na końcowym wyniku. Goniłyśmy rezultat, ile tylko miałyśmy sił. Gdy zaczęło coś lepiej funkcjonować w obronie, to nie wychodziło w ataku. Tak się to właśnie zmieniało. Mam wrażenie, że zabrakło nam na koniec parę minut, bo byłybyśmy chyba w stanie odwrócić jeszcze losy tego spotkania - mówi zawodniczka MKS AZS UMCS Lublin, Jagoda Lasek.

Kolejny swój mecz MKS AZS UMCS Lublin rozegra na wyjeździe. 21 października zmierzy się z SPR Sośnica Gliwice.

---

Siatkarki

W meczu trzeciej kolejki rozgrywek 2. Ligi Siatkówki Kobiet, podopieczne trenera Jacka Rutkowskiego nie sprostały we własnej hali drużynie z Sosnowca. Pojedynek LUK AZS UMCS Lublin - Asotra MKS-MOS Płomień Sosnowiec zakończył się zwycięstwem gości 2-3.

Początek spotkania był nieudany dla gospodyń, które po ataku Inez Pfeifer (Asotra MKS-MOS Sosnowiec) przegrywały już 0-5. Szkoleniowiec miejscowych poprosił o przerwę, licząc że zła seria zostanie po niej zakończona. Tak też się stało. Trzy punkty z rzędu Dominiki Wawerskiej pozwoliły lubliniankom złapać kontakt z rywalkami. Po asie serwisowym Pauliny Konop doprowadziły do wyrównania (7-7), a po dotknięciu siatki przez przyjezdne, wyszły na prowadzenie 10-9. Obie drużyny nie pozwalały wzajemnie sobie odskoczyć na różnice kilku oczek aż do stanu 16-16. Wtedy w ekipie LUK-u coś przestało funkcjonować jak należy i MKS doprowadził do wyniku 16-19. Chwilę później zrobiło się 17-22 i trener Rutkowski wziął czas. Jednak zespół gości spokojnie dowiózł przewagę do końca, zwyciężając tę partię 18-25.

Drugi set rozpoczął się od skutecznego ataku z lewego skrzydła Natalii Gieroby. Żadna z drużyn nie potrafiła wyjść na prowadzenie większe niż dwa punkty do rezultatu 15-18, który pojawił się na tablicy po ataku Karoliny Sawaniewicz. Lublinianki czując, że zaczyna robić się niebezpiecznie szybko odrobiły straty, a po skutecznej grze blokiem objęły prowadzenie 20-19. Końcówka seta należała do zawodniczek trenera Rutkowskiego, które triumfowały 25-21.

Trzecia odsłona rozpoczęła się świetnie dla naszej drużyny, która dominowała na parkiecie od pierwszej piłki. Skuteczne zagrywki Dominiki Nowakowskiej oraz szczelny blok pozwoliły na wypracowanie znacznej zaliczki (11-3). LUK bezapelacyjnie kontrolował przebieg gry. Na tablicy wyników było już 23-7. W końcówce gospodynie pozwoliły sobie na delikatne rozprężenie i ostatecznie ten set zakończył się wynikiem 25-14.

Wydawało się, że kolejna partia może być tą ostatnią. Szczególnie można to było odczuć po ataku Natalii Gieroby, gdy na tablicy wyników było 11-6. Siatkarki MKS-u jednak zdołały się podnieść. Po ataku Pfeifer doprowadziły do remisu (16-16). Trwała wymiana ciosów. Sylwia Obszyńska wyprowadziła gospodynie na prowadzenie 24-23. Piłki meczowej nie udało się jednak wykorzystać. Trzy oczka z rzędu zdobył zespół gości (24-26) i po czterech setach czekaliśmy na tie-breaka.

Decydującą partię lepiej rozpoczęły podopieczne trenera Krzysztofa Zabielnego. Na zmianę stron schodziły przy wyniku 4-8. Tej przewagi nie pozwoliły sobie wyrwać, wygrywając tego seta 10-15, a cały pojedynek 2-3.

- Było blisko. Jedna piłka decydowała o pełni szczęścia, a tutaj niespodzianka - przegraliśmy. Naszym atutem była zagrywka, sporo punktów zdobyliśmy bezpośrednio, a potem coś nie zagrało. Zawsze tak jest, że się daje drużynie przeciwnej sygnał do odrabiania strat i tak było w czwartym secie przy stanie 12-7. Straciliśmy trzy punkty po kolei. Tego momentu szkoda. Generalnie drużyny grały na swoim poziomie. Chyba tak właśnie będzie wyglądać liga - raz wygrana, raz przegrana - komentuje trener LUK AZS UMCS Lublin, Jacek Rutkowski.

Dla MKS-u to pierwsza wygrana w sezonie. Po trzech kolejkach Sosnowiec ma na swoim koncie trzy oczka. LUK zgromadził ich pięć (zwycięstwo 3-1 i dwie porażki 2-3).

Kolejny mecz lublinianek już w najbliższą sobotę (21 października) o godzinie 17:00. Podopieczne Jacka Rutkowskiego zmierzą się w swoim pierwszym wyjazdowym spotkaniu z AZS UR Rzeszów.

 

Na wyjeździe grali: 

Piłkarze ręczni

W tym tygodniu poza Lublinem wystąpiła tylko jedna nasza drużyna. Szczypiorniści prowadzeni przez trenera Patryka Maliszewskiego udali się do Warszawy na spotkanie z zespołęm KS Warszawianka. Po trzymającym do końca pojedynku AZS wygrał 27-28. Decydującego gola zdobył Michał Dziemiach, a najelpszym strzelcem w ekipie gości został Michał Rogalski (8).

Przed meczem, to lubinianie wydawali się być faworytem do triumfu. W trzech dotychczasowych ligowych potyczkach akademicy dwukrotnie schodzili z parkietu z kompletem oczek. Ich sobotni rywale po raz pierwszy zwyciężyli w trzeciej kolejce, pokonując w starciu wyjazdowym KS Szczypiorniak Dąbrowa Białostocka 20-22.

Początek spotkania był lepszy dla naszej ekipy, która po dwóch skutecznych rzutach Cezarego Muszyńskiego prowadziła 2-4. Po piętnastu minutach na tablicy wyników było 7-10. Mecz układał się zgodnie z planem. Jednak w tym momencie do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, którzy najpierw wyrównali, a jeszcze przed przerwą zdołali odskoczyć na trzy bramki. Po ostatniej syrenie w pierwszej części spotkania wygrywali 17-14.

W drugiej odsłonie AZS wyszedł na parkiet z jasnym celem. Zawodnicy chcieli jak najszybciej odrobić straty. Udało się to po dwunastu minutach gry. Spotkanie od tej pory było bardzo wyrównane. Toczyła się walka: gol za gol. Cztery minuty przed zakończeniem spotkania gospodarze prowadzili 27-26. Do wyrównania z karnego doprowadził skuteczny tego dnia na linii siedmiu metrów, Michał Dziemiach. W samej końcówce to Warszawianka miała decydującą piłkę w swoich rękach. Ich stratę błyskawicznie chciał wykorzystać Tomasz Kiełczykowski szykujący się do oddania rzutu w kierunku pustej bramki gospodarzy, którzy zdjęli bramkarza. Został jednak faulowany, a według przepisów za takie zagranie należy się rzut karny. Czekał nas ostatni akcent w tym spotkaniu. Do piłki podszedł Dziemiach. Nasz zawodnik wykorzystał szansę, dając tym samym akademikom trzecie zwycięstwo obecnym sezonie.

Po trzech kolejkach zespół Patryka Maliszewskiego ma dziewięć punktów i plasuje się w ścisłej czołówce tabeli.

 

Źródło: AZS UMCS

Facebook

Youtube

Wspierają nas